Strona główna » trening » 100 przysiadów dziennie: bolesna prawda o tym wyzwaniu

100 przysiadów dziennie: bolesna prawda o tym wyzwaniu

trening, wyzwania

Jeszcze nie tak dawno proste czynności takie jak wiązanie butów, były olbrzymim wysiłkiem . Moja waga brutalnie uderzyła w trzycyfrowy wynik. Głośne sapanie po wejściu na pierwsze piętro stało się moją przykrą codziennością. Chciałem coś z tym wreszcie zrobić. Zwykłe siłownie przerażały mnie jednak do szpiku kości. Właśnie wtedy trafiłem w sieci na popularny, internetowy trend. Obiecałem sobie solennie, że będę robić 100 przysiadów dziennie przez cały okrągły miesiąc. Bez żadnego drogiego sprzętu i bez oceniającego trenera personalnego. Tylko ja, nieubłagana grawitacja oraz ponad dwadzieścia kilogramów nadprogramowego tłuszczu. Jeśli liczysz na magiczną bajkę o nagłej transformacji w modela fitness, to srogo się rozczarujesz. Zobacz, co tak naprawdę dzieje się z ciężkim ciałem podczas takiej morderczej próby.

Robienie 100 przysiadów dziennie przez osobę początkującą z dużą nadwagą to gigantyczny szok biologiczny. Początkowo wywołuje potężne zakwasy i bolesne zatrzymanie wody w mięśniach. Z czasem jednak drastycznie wzmacnia osłabione stawy kolanowe i mocno przyspiesza spowolniony metabolizm spoczynkowy.

Dlaczego moje stawy przetrwały to szaleństwo

Kiedy nosisz na sobie dodatkowe dwadzieścia kilogramów, każdy podskok bezlitośnie katuje twoje kolana. Wiedziałem doskonale, że bieganie całkowicie i definitywnie odpada. Potrzebowałem prostego ćwiczenia palącego kalorie, ale trzymającego moje stopy twardo na ziemi. Przysiad to biologicznie nasz najbardziej naturalny wzorzec ruchowy. Zanim wynaleziono wygodne krzesła, ludzie po prostu odpoczywali w głębokim kucku. Niestety przy moich pierwszych pięciu powtórzeniach uda wręcz krzyczały o litość. Zrozumiałem wtedy, że moje ciało kompletnie zapomniało, jak używać swojej największej grupy mięśniowej. Mięśnie czworogłowe i pośladki to nasze potężne, wewnętrzne piece do spalania tkanki tłuszczowej. Ich mocna aktywacja błyskawicznie zmusza serce do pompowania dodatkowych litrów krwi. To niesamowicie podkręca zepsuty przez lata trybu siedzącego metabolizm. Dla otyłego człowieka to wręcz czysta, fizjologiczna magia. Nie musiałem wychodzić z własnego salonu, żeby solidnie i szybko się spocić. Musiałem tylko pokonać ogromny strach przed zrobieniem sobie trwałej krzywdy w nogi.

Przypomnij sobie teraz jedną bardzo ważną rzecz.

Kiedy ostatnio zrobiłeś przysiad tak głęboki, żeby twoje pośladki zeszły poniżej linii kolan?

Jak 100 przysiadów dziennie wygląda w praktyce

Bądźmy ze sobą do bólu szczerzy. Nie robiłem całej zaplanowanej setki w jednym nieprzerwanym ciągu. Gruby człowiek po takiej brawurze wylądowałby na ostrym dyżurze w drugim dniu. Moja amatorska strategia opierała się na sprytnych mikroseriach rozsianych po całym dniu. Dziesięć powtórzeń podczas gotowania wody na herbatę w domowej kuchni. Kolejna dziesiątka w trakcie wieczornego bloku reklamowego w telewizji. Głównym celem było po prostu dobicie do magicznej liczby przed wybiciem północy. Pierwszy tydzień okazał się istnym koszmarem i pasmem fizycznego cierpienia. Schodzenie po klatce schodowej wymagało kurczowego trzymania się drewnianej poręczy. Jednak w okolicach dziesiątego dnia upragnione efekty robienia przysiadów wreszcie dały o sobie znać. Moja zgarbiona sylwetka nagle mocno i odczuwalnie się wyprostowała. Zauważyłem nawet, że stare dżinsy zrobiły się odrobinę luźniejsze w szerokim pasie. Ustaliłem sobie kilka twardych zasad przetrwania.

  • Pilnuj prostej postawy i nigdy nie odrywaj swoich pięt od podłogi podczas schodzenia w dół.
  • Rozbijaj główny cel na dziesięć małych serii po dziesięć ostrożnych powtórzeń każdego dnia.
  • Daj sobie czas na pełną regenerację i w razie ostrego bólu zrób dobę wolnego.
  • Zaczynaj od bezpiecznych przysiadów do krzesła, jeśli brakuje ci jeszcze pełnej mobilności ruchowej.

Ta banalna modyfikacja popularnego wyzwania całkowicie uratowała moją kruchą motywację. Przestałem w końcu czuć się jak totalny nieudacznik na własnym, domowym dywanie.

Największa metamorfoza zaszła zupełnie gdzie indziej

Wszyscy eksperci w internecie głośno trąbią o jędrnych pośladkach i potężnej redukcji wagi. Nikt jednak nie wspomina słowem o tym, co dokładnie wydarza się w twojej uśpionej głowie. Kiedy masz ogromną nadwagę, po prostu nienawidzisz swojego własnego odbicia w lustrze. Zwykła aktywność fizyczna wywołuje wtedy paraliżujący i palący wstyd. Myślisz ciągle, że wszyscy na ciebie patrzą i bezlitośnie cię oceniają. To prywatne wyzwanie przysiadów całkowicie wyleczyło mnie z tego toksycznego schematu myślowego. Zamykałem się w małej sypialni, zakładałem mocno wyciągniętą koszulkę i walczyłem z grawitacją. Dzień po dniu mozolnie odbudowywałem utracone na lata zaufanie do swojego ciała. Zrozumiałem nagle, że moje ciężkie nogi są w gruncie rzeczy piekielnie silne. Przez długie lata bez mrugnięcia okiem dźwigały ten cały, morderczy balast kaloryczny. Teraz wreszcie zaczęły pracować na wyraźną korzyść mojego zdrowia. Przestajesz wtedy ćwiczyć za brutalną karę po zjedzeniu paczki kruchych ciastek. Zaczynasz codziennie trenować po to, by głośno celebrować możliwości swojego organizmu.

Co musisz wiedzieć przed pierwszym startem

Nigdy nie rzucaj się od razu na najgłębszą wodę, jeśli twoja waga początkowa jest naprawdę olbrzymia. Twoje przeciążone stawy są absolutnie bezcenne i musisz o nie dbać. Jeśli standardowe zejście w dół sprawia trudność, modyfikuj ten ruch bez chwili wahania. Przytrzymaj się ciężkiego stołu lub solidnej futryny drzwi w swoim salonie. To twoja bardzo prywatna bitwa, a nie finał mistrzostw świata w trójboju siłowym. Wymarzona liczba stu powtórzeń to zresztą tylko i wyłącznie chwytliwy slogan marketingowy. Zrobienie trzydziestu świadomych i poprawnych technicznie przysiadów da ci o wiele lepsze rezultaty fizyczne. Prawdziwe zwycięstwo leży zawsze w samej żelaznej rutynie. Udowadniasz swojemu mózgowi, że potrafisz wytrwać w danym słowie przez pełny miesiąc. Taka wypracowana odporność psychiczna błyskawicznie przekłada się na znacznie lepsze wybory dietetyczne w sklepie. Po prostu szkoda ci będzie zepsuć ciężką pracę szybkim, ociekającym tłuszczem burgerem z sieciówki.

Dzisiaj zrobienie pełnej setki na raz zajmuje mi zaledwie kilka krótkich minut. Ważę jedenaście kilogramów mniej i bez trudu wbiegam na piętro z ciężkimi zakupami. Najważniejsza życiowa zmiana wcale nie polega jednak na mniejszym rozmiarze kupowanych spodni. Odzyskałem po prostu zdeptany kiedyś głęboko szacunek do samego siebie i własnego ciała. Pomyśl przez małą chwilę o swoich własnych nogach. Kiedy w końcu dasz im prawdziwą szansę, aby pokazały ci swoją ukrytą siłę?